wtorek, 14 maja 2013

Rozdział 1

    Nie ma to jak czekanie na upragniony e-mail.Czekam na odpowiedź w temacie dostania się do technikum tanecznego Panny McRooses.Nagle usłyszałam dźwięk przychodzącego e-maila.Odrazu go otworzyłam.
       Droga Jessico.
Przyjęliśmy twoje zgłoszenie w sprawię uczęszczania do naszej uczelni  w Londynie.Bardzo nam miło,że taka utalentowana osoba jak Ty będzie z nami pracować.Chcielibyśmy zaszczycić się Pani obecnością 21.01.2013r w naszej szkole.Ulica została podana na naszej stronie internetowej.Mamy nadzieję,że  ma Panna przygotowany układ na zaprezentowanie go nam.
                                                               Z poważaniem Angelika McRooses.  
Gdy czytałam e-maila szczerzyłam się jak głupia...Po około 15 minutach bezsensownego patrzenia na ekran uświadomiłam sobie,że zostałam przyjęta zaczęłam skakać po pokoju jak debilka.Chwyciłam telefon i wybrałam numer Emmy..
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! Przyjęli mnie!
Krzyknęłam podekscytowana na wstępie.
-Booże dziewczyno!Fantastycznie ! Kiedy masz tam być?
Zapytała mnie przyjaciółka nie przejęta faktem,że wydarłam jej się do ucha..
-21 stycznia muszę tam być...Mama powiedziała,że jak mnie przyjmą to dwa dni potem będę w Londynie.Mówiła też,że muszę tam być wcześniej aby się zadomowić.Takie gadanie.No i przecież ty przyjeżdżasz do mnie 12 lutego prawda? W końcu zaczynasz się uczyć w szkolę sportowej?
-Taaak...Spotkamy się dzisiaj?
Spytała z nadzieją moja przyjaciółka.
-Pewnie tak ale koło 20...Teraz muszę iść do rodziców i omówić pierdoły związane z wyjazdem..Kocham Cię i do zobaczenia za godzinę!
Pożegnałam się z przyjaciółką i się rozłączyłam.Wydrukowałam e-maila i zeszłam na dół.Mama krzątała się po kuchni i pewnie sprzątała,a tata siedział w salonie z gazetą.Stanęłam na środku pokoju.
-Przyjęli mnie do szkoły!
Powiedziałam na tyle głośno,że rodzinka mnie usłyszała.Tata i mama odłożyli swoje dotychczasowe czynności i zaczęli mnie przytulać i ściskać jakbyśmy się nie widzieli nie wiadomo ile.Rodzice załatwili mi bilet na za dwa dni.Poinformowali mnie,że jeszcze nie mam własnego domu bo dopiero muszą podpisać formalności i załatwić jakieś duperele.Z tego co wywnioskowałam z ich zacnej wypowiedzi moi rodzice załatwili mi 5 gwiazdkowy hotel z łazienką,kuchnią i salonem.Normalnie jak dom w bloku.Po zacnej konferencji z rodzicami udałam się w stronę parku.Doszłam pod zamek i usiadłam na schodkach.Tylko chwilę czekałam na Emmę.Przytuliłam ją na powitanie.
-Gdzie będziemy iść?
-eeeee....nie wiem..
Zaśmiałyśmy się z naszej głupoty.Postanowiłyśmy pójść do McDonalda na deptak.Z naszymi ruchami i ciągłymi napadami śmiechu doszłyśmy tam dopiero po 30 minutach.W knajpie było prawie pusto.Jakiś ludź z laptopem i kobitka z faciem.Usiedliśmy na wysokich krzesłach przy wysokim blacie.Kupiłyśmy sobie po McWrapie i coca-coli.Śmiałyśmy się z siebie.Około godziny później postanowiliśmy wyjść i nie zawracać dupy pracownikom.Roześmiane zaczęłyśmy się kierować do domu.Było już po 22 a jutro czeka mnie pracowity dzień.Pożegnałam się z moją przyjaciółką i weszłam do domu.Oczywiście nie odbyło się bez bury od taty.Zjadłam kolację i poszłam do pokoju.Wzięłam prysznic i umyłam włosy.Spięłam je w koczka i ubrałam piżamkę w myszkę miki.Zgasiłam światło i odpłynęłam do krainy Morfeusza.
 
         Rano obudził mnie dźwięk telefonu.Leniwie zwlokłam się z łóżka i odczytałam wiadomość.."Wbijaj na skaypa!" Ehhh..Kto by się spodziewał...Otworzyłam laptopa i połączyłam się z moją przyjaciółką.Jak na złość strzeliła mi fotę..

-Przestać robić mi zdjęcia...Powiedz lepiej co chcesz?
-Chciałam powiedzieć,że jest 10 i musisz się sprężać bo jeszcze dzisiaj idziemy na miasto! JUTRO WYJEŻDŻASZ HEEELOOOŁ!!
Od razu się ożywiłam.Pożegnałam się z nią i umówiłyśmy się na 16.Poszłam się ogarnąć.Po mojej metamorfozie wyglądałam tak:

Zeszłam na dół do rodzinki.Zjedliśmy śniadanko i porozmawialiśmy.Spakowałam walizki i naszykowałam się do podróży.Mama już dzisiaj prawiła mi kazania.Jak na razie jej nie słuchałam.Jeszcze się nasłucham na lotnisku.Około 16 wyszłam z domu.Znów spędziłam szalony dzień z Emmą.Ta dziewczyna jest po prostu nie do opisania.Nie wybrałabym sobie innej przyjaciółki.Chcę ją i tyle!Około 21 wróciłam do domu i zrobiłam wieczorne czynności.Zjadłam kolację i poszłam spać..
 
          Obudziła mnie mama mówiąc,że za dwie godziny musimy być na lotnisku.Wygramoliłam się z łóżka i poszłam do łazienki.Umyłam twarz i zęby.Postanowiłam pomalować parszywą gębę.Wzięłam tusz do rzęs i podkreśliłam oczęta.Zaplotłam sobie warkocza i ubrałam się:

Pomalowałam paznokcie na kremowo i zeszłam na dół.Tata zapakował moje dwie walizki do samochodu.Do mojej torebki(czyt.bagażu podręcznego) spakowałam zeszyt do rysunków,zeszyt do nut,notes,mp3,telefon,słuchawki,chusteczki,tusz to rzęs i długopis oraz lakier do paznokci,szczotkę do włosów,mini lusterko,błyszczyk,krem Nivea.Innymi słowy wszystko bez czego się nigdy nie ruszam z domu.Po sytym śniadaniu weszliśmy do samochodu.Pożegnałam się na jakiś czas z moim domkiem.Około 30 minut później byłam już z rodzicami na lotnisku.
-Figluj ale tak,żebym nie został dziadkiem w tak młodym wieku..
Powiedział mój tata na co dostał w ramię od mamy.Zaczęłam się z niego śmiać.
-Dzięki za pozwolenie...Skorzystam..
Zaśmialiśmy się..
-Osoby loty 234 do Londynu proszeni udać się do odprawy.Za 15 minut startujemy.Poinformował jakiś piskliwy głos.Pożegnałam się ostatecznie z rodzicami i już po 15 minutach byłam w samolocie.Pomachałam im ostatni raz i zapięłam pasy.Gdy startowaliśmy złapałam coś miękkiego.Jak potem się okazało rękę przemiłej staruszki,która podziękowała mi za to mówiąc,że sama się bała.Pogawędziłam z nią troszkę i postanowiłam napisać sms'a do Emmy.Jak się okazało nie ma zasięgu.Strzeliłam focha...Nie trwał on długo bo usnęłam.Obudziła mnie staruszka twierdząc,że jej się nudzi.No myślałam,że ją walnę.Wyjęłam zeszyt i zaczęłam rysować.Wyszło oko.Akurat gdy skończyłam zaczęliśmy lądować.Zapięłam pasy i tym razem wcisnęłam się w fotel.Wylądowaliśmy bezpiecznie i mogłam udać się po odprawę.Wyleciałam z samoloty jako pierwsza.Nie chciało mi się czekać na bagaż więc musiałam być tam pierwsza.Z moimi walizkami zamówiłam taxi.Miły Pan zawiózł mnie pod sam hotel i pomógł z bagażami.Podziękowałam i dałam mu spory napiwek.Wzięłam z recepcji kartę magnetyczną i poczłapałam do pokoju.Nogi się pode mną ugięły gdy to zobaczyłam.Było zawaliście.Miałam w tym hotelu zostać około 1 miesiąca.Nie chciało mi się rozpakowywać rzeczy więc poszłam pod szyki prysznic.Wysuszyłam włosy i ubrałam to co wcześniej.Zeszłam na dół do restauracji na kolację.Wszystkie stoliki były zajęte.Postanowiłam zjeść na mieście.Westchnęłam głośno i chciałam wyjść ale poczułam plask i coś białego,zimnego wylądowało na mojej głowie.Stanęłam jak wryta.ZAJEBIŚCIE...Nagle podszedł do mnie jakiś loczek.
-Przepraszam,za kolegę chciał rzucić w kelnera.
Nie odezwałam się tylko zaczęłam iść.Jakiś czterech chłopaków szło za nami.Loczek truł mi dupę żebym się odezwała..
-Gówno mnie obchodzi w kogo chcieliście trafić...
Powiedziałam spokojnie..
-Przepraszamy..
Powiedział beniaminek.Zaśmiałam się i jak się okazało to było The Wanted.Lubiłam ich jedną piosenkę Gold Forever.Roześmiana wróciłam do pokoju i wzięłam kąpiel.Około 23 odpłynęłam...
_________________________________________________________________________________
Jeest rozdział 1 <3 Proszę o komentarze ;D 
                                                                        

1 komentarz:

  1. Hej Paulina :) wybrałaś ciekawy temat tego imagina mmmm....szkoła taneczna, będzie ciekwie, już sie nie mogę doczekać kolejnej części. POZDRAWIAM :))

    OdpowiedzUsuń